Przodkowie z austriackiej Styrii

Rodzina Mosingów przybyła do Galicji z austriackiej Styrii pod koniec XVIII wieku. Zmarły w 1841 roku Józef Wilhelm Mosing, pochodzący z Eisenstadt, był między innymi lekarzem w Sandomierzu, Brzeżanach i Tarnopolu. Jego syn, znany lwowski lekarz Godfryd Henryk Mosing, urodził się w Sandomierzu i można przypuszczać, że znał język polski, bo swojego z kolei syna, także znanego później lekarza, nazwał Kazimierz Mateusz. Ten urodził się w 1838 roku we Lwowie i znał już polski na pewno, bo po polsku publikował artykuły naukowe. On miał zostać dziadkiem Henryka Mosinga. Kazimierz Mateusz studiował chirurgię w Krakowie i  Wiedniu, a w wieku 28 lat został lekarzem Sądu  Krajowego we Lwowie. We Lwowie też spędził resztę życia. Zostawił miastu fundację dla sierot swojego imienia. Współorganizował też – wraz z ojcem – Towarzystwo Lekarzy Galicyjskich. Byli więc Mosingowie wrażliwi na swoją rolę społeczną, dzielili się nie tylko swoją wiedzą i umiejętnościami, ale i majątkiem.

Rodzina prędko się rozrosła, wywodzili się z niej także prawnicy i duchowni, w roku 1876 jeden z nich, ksiądz infułat Karol Mosing, przewodniczył uroczystościom pogrzebowym poety Seweryna Goszczyńskiego. Jeden z Mosingów był w XIX wieku wziętym wileńskim adwokatem, drugi radcą sądu we Lwowie, a jeszcze inny profesorem prawa na Uniwersytecie Lwowskim. To najlepiej świadczy o tym, jak mocno w ciągu niespełna stulecia wrośli w polską glebę ci potomkowie styryjskich górali.

Wspomniany wyżej Kazimierz Mateusz Mosing miał jedynego syna, Stanisława Józefa, który także wybrał karierę lekarską. Urodzony w roku 1871, skończył medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim i został lekarzem wojskowym, służąc najpierw w wojsku austriackim, a następnie polskim jako pułkownik. Pojął za żonę o 10 lat odeń młodszą Olgę Dziwińską, córkę profesora Politechniki Lwowskiej, i z ich związku urodził się 27 stycznia 1910 Henryk Mosing, który otrzymał także imiona Ernest, Jan i Ryszard. Tego ostatniego czasami używał. Miał czworo rodzeństwa: Adelę (1904-71), Kazimierza (1907-42), Ksawerego (1912-86) i Marię (1920-70).

Rodzice wychowywali ich w duchu wiary i w poczuciu  obowiązku. Henryk zapamiętał szczególnie następujące pouczenie ojca: wszystko możesz w życiu robić, pracować i odpoczywać, ale nie możesz próżnować.

To nie był tani sentymentalizm spod znaku Szczepcia i Tońcia. To był Lwów prawdziwy: poważny, a nawet – jak pokazały późniejsze czasy – gorzki. Taki, o jakim pisał Józef Wittlin w „Moim Lwowie”:

Cierpki jest smak lwowszczyzny i przypomina smak tego niezwykłego owocu, co dojrzewa jakoby jedynie na przedmieściu Kleparów i zowie się: czerecha. Ni to wiśnia, ni czereśnia. Czerecha. Nostalgia lubi fałszować także i smak, każąc nam dziś odczuwać samą tylko słodycz Lwowa. Znam jednak ludzi, którym Lwów był czarą goryczy.

Z tej czary goryczy Henryk Mosing pił chętnie, jakby nieodczuwając jej smaku, lub przemieniając ją w słodycz. Czerpał z życia pełnymi garściami i dawał siebie całego. I pasował do tego miasta, jak nikt inny, chociaż trudno byłoby sobie go wyobrazić śpiewającego skoczne piosenki w czasie rozhukanych zabaw na Łyczakowie.

(rb)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *