Formacja duchowa w trudnych czasach

Życie akademickie między wojnami było burzliwe. Uczelnie były terenem gwałtownych walk politycznych, w wielu przypadkach walk toczonych całkowicie realnie, fizycznie. Częste były pobicia, bywały też ofiary śmiertelne. Policyjne rewizje w akademikach wielokrotnie kończyły się znalezieniem pistoletów.

Linia podziału w środowiskach studenckich biegła na ogół między zwolennikami Narodowej Demokracji i radykalnymi ugrupowaniami nacjonalistycznymi, a grupami sanacyjnymi, lewicowymi, żydowskimi i mniejszościowymi.

Hasłem podnoszonym przez ugrupowania narodowe był „numerus clausus” dla studentów żydowskich, czyli ograniczenie ich odsetka wśród studiujących. Uważano bowiem, że studenci żydowscy „zabierają” miejsca na uczelniach rdzennym Polakom. Na tym tle dochodziło do starć. We Lwowie istotny był także konflikt narodowościowy: między studentami polskimi a ukraińskimi.

Radykalizmy polityczne II RP sięgały do wzorców rozwijanych w III Rzeszy i Związku Sowieckim, a Sanacja nawigowała między nimi starając się utrzymać władzę przez odwoływanie się do idei państwa i autorytetu Piłsudskiego. Demokracja, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni dziś, nie istniała.

Rok 1928, w którym Henryk Mosing wstąpił na Wydział Lekarski Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, był w kraju rokiem wyborów, pierwszych wyborów po przewrocie majowym. Ostrość sporu politycznego owego czasu doskonale oddaje słynny fragment przemówienia Walerego Sławka na zjeździe BBWR w roku 1929:

Zdrowiej czasami połamać kości jednemu posłowi, niż doprowadzić do konieczności użycia karabinów maszynowych.
Przemoc była na porządku dziennym. Aresztowani w 1929 roku posłowie opozycyjni doznawali w Brześciu brutalnego i upokarzającego traktowania. Na ulicach dochodziło do starć i lała się krew. Najgłośniejszym przypadkiem była śmierć studenta Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, Stefana Wacławskiego, który ugodzony kamieniem w głowę zmarł w szpitalu. Był on uczestnikiem manifestacji antyżydowskiej, która starła się z kontrmanifestacją Żydów.

Także we Lwowie zginął student i doszło do gwałtownych zamieszek. Ta śmierć miała jednak – jak się okazało – charakter kryminalny, więc z ofiary nie można było uczynić męczennika, ale zanim do opinii publicznej doszła prawda, na ulicach Lwowa było przez kilka dni niebezpiecznie, wybito szyby w wielu żydowskich sklepach, uczelnie zostały zamknięte, a metropolici obu największych obrządków wydać musieli wspólną odezwę wzywającą do spokoju.
Hasło „rozwiązania problemu żydowskiego” nie niosło ze sobą znaczeń, jakie przypisujemy mu obecnie, po doświadczeniach wojennych, oznaczało jednak rozpowszechnienie się przemocy i zastraszania, które w latach 30-tych były na uczelniach polskich rozpowszechnione.

Od nauczycieli akademickich zachowanie godnej postawy wymagało zdecydowania i odwagi. Ze swojej godnej postawy wobec antyżydowskich akcji narodowców znany był Profesor Rudolf Weigl, naukowy mistrz Henryka Mosinga. Znana jest anegdota o tym, jak Weigl wszedłszy do sali wykładowej zobaczył grupę studentów stojących pod ścianą. Na pytanie co się dzieje, otrzymał odpowiedź od studentów siedzących w ławkach, że ci stojący to Żydzi i studenci polscy nie chcą siedzieć razem z nimi.

– W takim razie i ja będę stał – odparł profesor. Po kilku chwilach konsternacji sytuacja została opanowana. Wszyscy studenci usiedli w ławkach, a Weigl mógł zacząć wykład i podobne incydenty już się na jego zajęciach nie zdarzały.

Nie znamy dokładnej daty tego wydarzenia, ale można przypuszczać, że działo się to po roku 1930, a więc w czasie, gdy Henryk Mosing był na Wydziale Lekarskim studentem, a jednocześnie wolontariuszem, a potem asystentem Rudolfa Weigla w Zakładzie Biologii Ogólnej, ośrodku naukowym stworzonym dla prowadzenia badań nad rozprzestrzenianiem się tyfusu. Można też przypuszczać, że taka postawa bardzo zbliżyła ucznia do profesora.

Na tle gwałtowności politycznych konfliktów lat 30-tych wybór rodzaju zaangażowania społecznego dokonany przez bardzo młodego Mosinga był charakterystyczny dla jego dalszej drogi życiowej i wymagał siły charakteru. Nie zdecydował się on pójść za którymś z głównych nurtów, jakie targały wówczas życiem społecznym, ale zdecydował się wybrać nurt niewielki, niespektakularny, za to zgodny z jego wiarą i przekonaniami. I – jak się później okazało – doskonale duchowo przygotowujący do pokonania trudu życia.

Dom rodzinny Henryka Mosinga był – jak już pisaliśmy – przesycony atmosferą religijną i nakazem pracy dla dobra wspólnego. Wszystko to sprawiło, że młody Henryk nie mógł stać z boku, gdy chodziło o sprawy społeczne. Ale zarówno wpojone mu zasady, w tym głęboka wiara, jak i wejście w orbitę naukową i intelektualną tak wielkiej osobowości, jak Rudolf Weigl sprawiły, że owo zaangażowanie nie mogło być prostym opowiedzeniem się po jednej ze zwalczających się stron. Mosing wybrał drogę o wiele trudniejszą, ale w jego przekonaniu jedyną: drogę wiary.

Z początku znalazł się wspólnie ze starszym bratem, Kazimierzem pod duchowym wpływem pracującego przez kilka lat we Lwowie znanego jezuickiego spowiednika i pisarza religijnego, ks. Józefa Andrasza. Była to postać nietuzinkowa: dość wspomnieć, że był kierownikiem duchowym św. Faustyny w ostatnich latach jej życia, a jego książeczka wydana w celu zmiany zwyczajów liturgicznych wiernych, zatytułowana „Wspólnie z kapłanem”, miała aż 20 wydań.

Formacja duchowa proponowana przez ks. Andrasza, aczkolwiek bardzo głęboka, miała dla młodych braci Mosingów jedną wadę: brakowało w niej zaangażowania w życie społeczne. A obaj oni uważali, że jest ich obowiązkiem na nie wpływać. Dlatego zwrócili się ku Katolickiemu Stowarzyszeniu „Odrodzenie” z jego głęboką wiarą i aktywnością społeczną, która wyrażała się w dewizie „Chrześcijaninem jestem i nic nie jest mi obce”, która zakorzeniona była w słowach św.Pawła „wszystko odnowić w Chrystusie” (Ef, 1, 10).

W wielkim sporze, jaki dzielił Polskę przedwojenną odrodzeniowcy nie opowiadali się po żadnej ze stron. Jeden z najwybitniejszych działaczy stowarzyszenia, Stefan Swieżawski, późniejszy znakomity historyk filozofii i przyjaciel Karola Wojtyły, tak opisywał stosunek swojego środowiska do narodowców:

„Odrodzenie” miało wyraźnie narodowy charakter, jednak rozumieliśmy przez to coś zupełnie innego, niż proponowała endecja i jej akademicki odpowiednik – Młodzież Wszechpolska. Właściwie to oni byli naszym głównym przeciwnikiem ideowym. Myśmy reprezentowali zupełnie inne pojęcie patriotyzmu. Zarzucaliśmy Wszechpolakom, że wywracają hierarchię wartości, a religię oraz dobro Kościoła podporządkowują dobru narodu. Byliśmy przekonani, że takie postawienie sprawy w sposób nieunikniony prowadzi do totalitaryzmu narodowego, a w przypadku Polski sprzeciwia się naszej najwspanialszej tradycji: idei jagiellońskiej.

Pójście z narodowcami było więc niemożliwe. A pójście z komunistami całkowicie niemożliwe, także z powodów moralnych.

Lwowscy odrodzeniowcy wydawali biuletyn o niecodziennej nazwie „Dyszel w głowie”. Było to maleństwo: cztery strony małego formatu powielane na prawach rękopisu. Publikował tam m.in. późniejszy twórca „Tygodnika Powszechnego”, Jerzy Turowicz, publikował także Henryk Mosing. Miał 22 lata, gdy celnie określał polityczne życie wyższych uczelni jako „szalejące w socjalizmie i apoteozie narodu” i wskazywał „wyższą ideę” jako odpowiedź na problemy:

Dziesięć lat minęło, gdy na terenie akademickim, szalejącym w socjaliźmie i apoteozie narodu, zaczęto nieśmiało mówić o istnieniu wyższej idei – zaczęto tworzyć myśl katolicką w Polsce, uprzystępniać hasło „Odnowić wszystko w Chrystusie” – zaczęto walczyć o realizację tej idei.

W międzywojennym „Odrodzeniu” spotkali się ludzie, którzy po II wojnie światowej kształtowali oblicze polskiego Kościoła. Jego działaczem był ks. Stefan Wyszyński, byli nimi także tacy ludzie, jak późniejszy pisarz historyczny, Antoni Gołubiew, czy Stanisław Stomma. Można powiedzieć, że środowisko, jakie wtedy powstało wprowadziło polski katolicyzm na drogę wiodącą do Soboru Watykańskiego II. Henryk Mosing poszedł swoją drogą, pozostawszy w Związku Sowieckim. Formacja, jaką uzyskał pozwoliła mu działać skutecznie na miarę możliwości i tam także przyczynić się do zmiany.
(rb)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *