Osobowość

Przez formację ojca Pawła, czyli ks. Henryka Mosinga, przewinęło się według rozmaitych świadectw, około 200 chłopców i młodych mężczyzn. Oprócz tego był dla setek ludzi znakiem, punktem odniesienia, kimś do kogo się przychodziło, aby zostać pocieszonym, uleczonym. Fizycznie, czy duchowo. Przyciągał do siebie ludzi.

I co szczególne, dotyczyło to nie tylko ludzi, którzy znali Mosinga jako duchownego i oczekiwali pociechy duchowej, to nie dotyczyło tylko chorych, którzy byli przez niego leczeni za darmo, to dotyczyło także jego nieprzyjaciół. Znany jest cytat sowieckiego mikrobiologa, Lwa Gromaszewskiego, który był najpoważniejszym przeciwnikiem naukowym Mosinga (a były to czasy, gdy spór naukowy mógł skończyć się uwięzieniem strony, która w ocenie władz „nie miała racji”).

Tenże Gromaszewski powiedział, że chociaż poglądy naukowe Mosinga doprowadzają go do szału, to jako człowieka on Mosinga po prostu kocha…

Nie musiał tego mówić. Nic za to nie zyskał. A jednak było coś, co kazało mu tak powiedzieć. Co? Co takiego było w osobowości Henryka Mosinga, co przyciągało do niego ludzi?

Biskup Leon Mały, wychowanek doktora od połowy lat 70-tych na plan pierwszy wysuwa to, że dla niego nieważna była zewnętrzność w stosunkach z ludźmi. Istotne było nie to,  jakie człowiek ma stanowisko i pozycję, ale – kim jest w głębi.

Ksiądz Oleg Salomon, który w orbitę duchowych i intelektualnych wpływów ks. Mosinga wszedł w połowie lat 80-tych, wymienia dwie ważne rzeczy: głęboką, prostą wiarę i poważne podejście do pytań i wątpliwości pytającego nawet, jeśli ten pytający był nastoletnim chłopakiem i jego pytania z natury rzeczy nie mogły być dojrzałe.

Wierzył w ludzi. Nie przeznaczał ich na straty. W każdym, kto wykazywał dobrą wolę pokładał nadzieję i chciał mu pomóc. Nawet w ostatnim okresie życia chciał, aby jego dom był – jak to określił – lotniskiem, na którym każdy może wylądować i potem wystartować w wybranym przez siebie kierunku. Takie zdanie  usłyszał od Mosinga ksiądz Władysław Derunow, gdy na początku lat 90-tych tworzył we Lwowie Seminarium.

Był cierpliwy i delikatny. Trudny charakter nie był dla niego przeszkodą. Po prostu rozmawiał i czynił to w taki sposób, aby wydobyć z człowieka dobro. Nie naginał sumień.

Był też mistrzem w stawianiu pytań. Ksiądz Derunow opowiada o tym, że pobudził jego powołanie w czasie, kiedy było ono jeszcze nieukształtowane, przy pomocy prostego pytania. I proste pytania zadawał także w czasie, gdy powołanie się kształtowało. Za każdym razem jednak prostota pytania nie oznaczała, że oczekuje ono prostej odpowiedzi.

(rb,ał)