Konspiracja

Wszyscy, którzy dowiadują się o tym, że Henryk Mosing był od 1961 roku tajnym księdzem, a od lat  70-tych prowadził spotkania formacyjne z młodzieżą męską, które przerodziły się w Instytut św. Wawrzyńca, przez który przewinęło się ok. 200 młodych ludzi, pytają natychmiast o  to, czy sowieckie władze o tym wiedziały.

W kraju, w którym policja polityczna była wszechwładna i wszechwiedząca, a działalność religijna silnie reglamentowana i kontrolowana, wydaje się nieprawdopodobne, aby można było bez wpadki prowadzić na tak wielką skalę i przez tak długi okres działalność, która z natury rzeczy wymagała kontaktowania się z wieloma osobami. Nie należy bowiem zapominać, że ks. Mosing, czyli o. Paweł nie zajmował się wyłącznie pracą z chłopcami we Lwowie. Jeździł on po całym Związku Sowieckim: odprawiał msze w prywatnych mieszkaniach, spowiadał, udzielał ślubów, chrzcił. Nawiązywał kontakty z ludźmi, których wcześniej nie znał, bo znać nie mógł. A jednak działalność ta pozostała tajna od początku do końca.

Dlaczego? Częściową odpowiedź na to pytanie daje opowieść bpa Leona Małego o tym, jak obaj zostali aresztowani w mieście Energodar.

Była w księdzu Mosingu wiara i zaufanie. Ale jednocześnie było w nim ogromnie dużo zdrowego rozsądku, który kazał stosować się do prostych, ale – jak się okazało – niezwykle skutecznych zasad konspiracji. Obejmowały one to, aby wiedzieć tyle ile należy i ani trochę więcej, ale także prostą zasadę, by nie zmyślać, kiedy już się zostanie złapanym: mówić prawdę.

Wspólne wyjazdy były organizowane tak, aby nikt nie mógł poznać, że ich uczestnicy się znają. Z domu wychodzono pojedynczo, uczestnicy wyjazdu szli po różnych stronach ulicy, podróżowali w różnych wagonach tego samego tramwaju:  w każdej chwili mogli się rozejść i uniknąć kłopotliwych pytań, co właściwie robią razem.

Podobnie postępowano z „niewygodnymi” przedmiotami. A najbardziej niewygodne były oczywiście przedmioty służące do odprawiania Mszy świętej. Wszystkie były osobno poukrywane i „spotykały się” tylko na czas celebracji, a potem lądowały w swoich zakamarkach, aby nie można ich było łatwo znaleźć.

Innym pół-konspiracyjnym sposobem zachowania było ukrywanie się księdza w konfesjonale z ukrytym tylnym wyjściem. Dlaczego było to ważne? Księżom posiadającym oficjalne zezwolenie na działalność, czyli np. proboszczom parafii, wolno było celebrować liturgię wyłącznie w swoich kościołach. Już udział w pogrzebie na cmentarzu odległym od kościoła wymagał osobnego  zezwolenia, które na ogół nie było udzielane. Kościoły i posługujący w nich księża byli oczywiście pod obserwacją, bo w razie udowodnienia, że zakaz został złamany można było odebrać księdzu pozwolenie. Dlatego tak ważna była pomoc księży takich, jak ks. Mosing. Przyjeżdżali oni do oficjalnie działających parafii, aby potajemnie zastąpić proboszcza przy spowiedzi, a w tym czasie proboszcz mógł potajemnie wyjechać. Do tego służył właśnie konfesjonał z tylnym wyjściem.

Pomysły i sposoby konspiracyjne były rzecz jasna ważne. Ale najważniejsza była solidarność ludzi. Wysiłek tych, którzy chronili swoich księży, aby służyli Kościołowi jak najdłużej.

(rb, ał)