Człowiek

Pod koniec swojego życia Henryk Mosing, wygłaszając wspomnienie o profesorze Rudolfie Weiglu wypowiedział zdanie: „Weigl był CZŁOWIEKIEM” i wypowiedział je tak, że użycie w transkrypcie wielkich liter ma całkowite uzasadnienie. Wypowiedział je bowiem w kontekście opisywania postawy profesora wobec okupantów niemieckich, dodając, że Weigl – przy całej swojej niezłomności – wolny był od nienawiści i chciał nawet im dać jakąś szansę na ocalenie godności.

Jakim człowiekiem był sam Mosing, który tak szczodrze potrafił okazywać swoją wdzięczność wobec człowieka, który był dla niego ważny? Co oddał tym, dla których on sam był ważny? Swoim uczniom i wychowankom.

Dla księdza Olega Salomona był przede wszystkim ojcem. Ojcem, który był zawsze na posterunku.

Gromada chłopaków, którzy przychodzili do mieszkania Henryka Mosinga przy ulicy Kochanowskiego 82, była przyciągana tym, że nie oceniał, tylko wskazywał drogę i starał się w każdym z nich dostrzec dobro. Co ważne – nie uzurpował sobie roli ojca. Sam kazał nazywać się „ojczymem”, co było elementem konspiracji, bo każdy z uczestników spotkań miał swój pseudonim. Taka decyzja budziła dodatkowy szacunek: chłopcy czuli płynące od niego ojcowskie uczucia, ale jednocześnie nie czuliby się dobrze, gdyby ktoś inny chciał postawić się w miejscu ich ojców.

A jednocześnie był Henryk Mosing bezwzględnie przywiązany do prawdy. Nie uznawał zasady, że „cel uświęca środki”, albo zasady „mniejszego zła”. Biskup Mały wspomina, że w czasie spotkań formacyjnych Doktor przywiązywał do tego ogromną wagę i można było „wysadzić piec gazowy w powietrze” i Doktor nie powiedział sprawcy złego słowa, ale nie można było skłamać…

Wymagał też wierności. I potrafił to pokazać w sposób nieoczekiwany i nieoczywisty, wydobywając z przedstawień tak znanych, jak Ostatnia Wieczerza treści, których nie zwykliśmy przywoływać na myśl jako pierwszych, które wolimy ukrywać.

(rb, ał)